Tytuł: Nothing
more
Autor: Anna Todd
Wydawnictwo: OMG Books
Ilość stron: 316
Oprawa: Miękka
Autor: Anna Todd
Wydawnictwo: OMG Books
Ilość stron: 316
Oprawa: Miękka
Wyzwanie - Przeczytam tyle, ile mam
wzrostu + 1,61 cm
„Niekiedy trzeba pozwolić
ludziom czuć to, co muszą czuć. Ukryć się wtedy, kiedy uważają, że tak będzie
najlepiej, i przetrwać sytuację na własnych zasadach.”
Rozpoczynając czytanie tej książki
nie byłam zbyt optymistycznie do niej nastawiona... Opis na tylnej okładce, w
ogóle mnie nie zachęcił... Musze przyznać, że byłam nastawiona wręcz
negatywnie, z uwagi na to, że dawno temu czytałam Płomień pod moją skórą Anny
Todd i po prostu byłam zażenowana tą lekturą... Nie czytałam kolejnych tomów,
skończyłam na pierwszy i żałuję, że w ogóle zaczęłam... Moja konsternacja
podczas czytania Płomień pod moją skórą rosła z każdą stroną... Po dziś
dzień dziwię się sobie, że w ogóle doczytałam pierwszy tom... Nawet przez myśl
mi nie przeszło, aby czytać kolejne tomy tej serii... Lecz mimo to, że
zawiodłam się podczas czytania Płomień pod moją skórą postanowiłam dać
autorce „drugą szansę”. Tym bardziej, że na okładce jest rekomendacja mojej
królowej - Colleen Hoover. Zanim zaczęłam czytać Nothing more,
przejrzałam co tam w internecie „piszczy” na temat tej książki. I muszę
przyznać, że jest nieciekawie... Większa część czytelniczych opinii
jednogłośnie deklaruje, iż Nothing more jest bardzo słaba... Ja też
muszę to przyznać. Zawiodłam się! Książka jest nijaka, nie wywołała we mnie
żadnych pozytywnych emocji... To naprawdę trochę przykre... Ale do rzeczy.
Zacznę od początku.
***
Nothing more to historia Landona, i
powieść ta jest opowiadana z jego perspektywy. Akcja książki toczy się w Nowym
Jorku. Landona z pewnością dobrze znają wszystkie osoby, czytające wcześniej
serię After - Anny Todd, o której wspominałam wyżej. Chłopak przeprowadził się
dla swojej ukochanej dziewczyny Dakoty do Nowego Jorku. Lecz mimo to ona
postanawia go zostawić... Tak po prostu... Dakota decyduje, że pragnie
rozpocząć nowe i samodzielne życie w nowym i nie znanym jej miejscu. Landon,
pozostając bez większego wyboru, nie protestuje wobec decyzji Dakoty. Każdego dnia
stara się sobie ułożyć życie na nowo i bez niej. Oddaje się pracy, i każdą
swoją wolną chwilę spędza ze swoją przyjaciółką Tessą, która podobnie
jak on cierpi po rozstaniu ze swoim chłopakiem Hardinem. Kiedy pewnego
dnia w życiu Landona pojawia się inna dziewczyna, która w mgnieniu oka zawraca
mu w głowie, chłopak nie potrafi o niej tak po prostu zapomnieć... Nora jest
całkowitym przeciwieństwem i odwrotnością Dakoty, lecz mimo tego między tymi
bohaterami rodzi się silna i charakterystyczna więź. Ale Dakota nie daje o
sobie tak łatwo zapomnieć. Ponownie próbuje odnaleźć ciepło w ramionach Landona
i pragnie go odzyskać i zacząć wszystko od początku. No i to chyba tyle...
***
Musze to napisać Nothing more jest
jednym wielkim spojlerem serii After... Czyli, jeżeli ktoś nie czytał After, a
bardzo chce, to lepiej, żeby nie czytał
Nothing more najpierw... A „druga szansa”, która dałam autorce nie
pomogła. Jestem zdruzgotana... „Główne skrzypce” w tej książce odgrywał Landon.
Jego kolosalne przemyślenia i monologi, które zresztą stanowią większą część
powieści, są strasznie uciążliwe. Mimo, że chłopak zdecydowanie jest osobą
spokojną, miłą i zawsze służąca pomocą jakoś nie stał mi się bliższy. Dakota
natomiast, cechuje się ogromną zaborczością i niezdecydowaniem. Zostawia
chłopaka, bo pragnie rozpocząć samodzielną egzystencję, a kiedy ten stopniowo
układa swoje rozsypane życie i zaczyna spotykać się z kimś innym, ta dostaje szału
i zaczyna o niego walczyć... No błagam, litości... Dziewczyna bez dwóch zdań
nie zyskała mojej sympatii...
***
Musze przyznać, że Nothing more mimo
masy wad, czyta się dość szybko. Nieskomplikowany styl poczynił, że kartki same
uciekały między palcami, a czytanie zajęło mi bardzo mało czasu – na szczęście.
Ale i tak się wynudziłam. Absolutnie nie polecam tej książki. Lecz gusta są
różne, może akurat komuś się bardzo spodoba. Tak bardzo nie lubię pisać
negatywnie o książkach, ale w tym wypadku nie miałam wyjścia, nie chcę nikogo
oszukiwać i pisać, że było „WOW”, że było super, że jestem zachwycona, skoro
tak nie było… Zakończenie nijakie, nic
niewnoszące… A w dodatku Nothing more, ma mieć swoją kontynuację.
No cóż, na pewno odmówię i nie przeczytam…