czwartek, 30 marca 2017

27. Nothing more - Anna Todd



Tytuł: Nothing more
Autor: Anna Todd
Wydawnictwo: OMG Books
Ilość stron: 316
Oprawa: Miękka
Wyzwanie - Przeczytam tyle, ile mam wzrostu +  1,61 cm 



Niekiedy trzeba pozwolić ludziom czuć to, co muszą czuć. Ukryć się wtedy, kiedy uważają, że tak będzie najlepiej, i przetrwać sytuację na własnych zasadach.”

Rozpoczynając czytanie tej książki nie byłam zbyt optymistycznie do niej nastawiona... Opis na tylnej okładce, w ogóle mnie nie zachęcił... Musze przyznać, że byłam nastawiona wręcz negatywnie, z uwagi na to, że dawno temu czytałam Płomień pod moją skórą Anny Todd i po prostu byłam zażenowana tą lekturą... Nie czytałam kolejnych tomów, skończyłam na pierwszy i żałuję, że w ogóle zaczęłam... Moja konsternacja podczas czytania Płomień pod moją skórą rosła z każdą stroną... Po dziś dzień dziwię się sobie, że w ogóle doczytałam pierwszy tom... Nawet przez myśl mi nie przeszło, aby czytać kolejne tomy tej serii... Lecz mimo to, że zawiodłam się podczas czytania Płomień pod moją skórą postanowiłam dać autorce „drugą szansę”. Tym bardziej, że na okładce jest rekomendacja mojej królowej - Colleen Hoover. Zanim zaczęłam czytać Nothing more, przejrzałam co tam w internecie „piszczy” na temat tej książki. I muszę przyznać, że jest nieciekawie... Większa część czytelniczych opinii jednogłośnie deklaruje, iż Nothing more jest bardzo słaba... Ja też muszę to przyznać. Zawiodłam się! Książka jest nijaka, nie wywołała we mnie żadnych pozytywnych emocji... To naprawdę trochę przykre... Ale do rzeczy. Zacznę od początku.

***

Nothing more to historia Landona, i powieść ta jest opowiadana z jego perspektywy. Akcja książki toczy się w Nowym Jorku. Landona z pewnością dobrze znają wszystkie osoby, czytające wcześniej serię After - Anny Todd, o której wspominałam wyżej. Chłopak przeprowadził się dla swojej ukochanej dziewczyny Dakoty do Nowego Jorku. Lecz mimo to ona postanawia go zostawić... Tak po prostu... Dakota decyduje, że pragnie rozpocząć nowe i samodzielne życie w nowym i nie znanym jej miejscu. Landon, pozostając bez większego wyboru, nie protestuje wobec decyzji Dakoty. Każdego dnia stara się sobie ułożyć życie na nowo i bez niej. Oddaje się pracy, i każdą swoją wolną chwilę spędza ze swoją przyjaciółką Tessą, która podobnie jak on cierpi po rozstaniu ze swoim chłopakiem Hardinem. Kiedy pewnego dnia w życiu Landona pojawia się inna dziewczyna, która w mgnieniu oka zawraca mu w głowie, chłopak nie potrafi o niej tak po prostu zapomnieć... Nora jest całkowitym przeciwieństwem i odwrotnością Dakoty, lecz mimo tego między tymi bohaterami rodzi się silna i charakterystyczna więź. Ale Dakota nie daje o sobie tak łatwo zapomnieć. Ponownie próbuje odnaleźć ciepło w ramionach Landona i pragnie go odzyskać i zacząć wszystko od początku. No i to chyba tyle...

***

Musze to napisać Nothing more jest jednym wielkim spojlerem serii After... Czyli, jeżeli ktoś nie czytał After, a bardzo chce, to lepiej, żeby nie czytał Nothing more najpierw... A „druga szansa”, która dałam autorce nie pomogła. Jestem zdruzgotana... „Główne skrzypce” w tej książce odgrywał Landon. Jego kolosalne przemyślenia i monologi, które zresztą stanowią większą część powieści, są strasznie uciążliwe. Mimo, że chłopak zdecydowanie jest osobą spokojną, miłą i zawsze służąca pomocą jakoś nie stał mi się bliższy. Dakota natomiast, cechuje się ogromną zaborczością i niezdecydowaniem. Zostawia chłopaka, bo pragnie rozpocząć samodzielną egzystencję, a kiedy ten stopniowo układa swoje rozsypane życie i zaczyna spotykać się z kimś innym, ta dostaje szału i zaczyna o niego walczyć... No błagam, litości... Dziewczyna bez dwóch zdań nie zyskała mojej sympatii... 

***

Musze przyznać, że Nothing more mimo masy wad, czyta się dość szybko. Nieskomplikowany styl poczynił, że kartki same uciekały między palcami, a czytanie zajęło mi bardzo mało czasu – na szczęście. Ale i tak się wynudziłam. Absolutnie nie polecam tej książki. Lecz gusta są różne, może akurat komuś się bardzo spodoba. Tak bardzo nie lubię pisać negatywnie o książkach, ale w tym wypadku nie miałam wyjścia, nie chcę nikogo oszukiwać i pisać, że było „WOW”, że było super, że jestem zachwycona, skoro tak nie było… Zakończenie nijakie, nic niewnoszące… A w dodatku Nothing more, ma mieć swoją kontynuację. No cóż, na pewno odmówię i nie przeczytam…