wtorek, 18 lipca 2017

Szczęśliwa siódemka – czyli siedem pytań do… K.C. Hiddenstorm | Wywiad



Dzień dobry! 
Zapraszam na  wywiad z  K. C. Hiddenstorm.

Na początek kilka słów o Autorce...
Urodzona 1 marca 1987 w Białymstoku. Absolwentka filologii angielskiej, nauczycielka. Autorka szeroko pojętej fantastyki. Zadebiutowała w 2016 roku powieścią "Władczyni Mroku". Jej styl cechują cięty język i czarny humor. Wolną chwilę lubi spędzić z dobrą książką bądź filmem. [ŹRÓDŁO]


Wykaz publikacji:


Kiedy pojawił się u Ciebie impuls, który rozbudził gotowość do napisania pierwszej książki? Czy może pojawił się on pod wpływem jakiś wydarzeń, czy jednak rodził się rozważnie, stopniowo i bez pośpiechu?

Już w szkole bardzo lubiłam pisać, głównie opowiadania, ale tylko na dowolne tematy. Nienawidziłam tworzyć historii pod czyjeś dyktando i zawsze się buntowałam, gdy nauczyciel podawał konkretny temat. Plan, by napisać książkę, zrodził się jeszcze na studiach, lecz choć obracałam w głowie parę pomysłów, to jednak były to niespójne sceny lub wyrwane z kontekstu zdarzenia. Brakowało w nich koherencji i nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że obserwuję parę przenikających się opowieści, nie potrafiąc ich odseparować. Wreszcie… och, poczekaj. Czytałaś „Po złej stronie lustra”, więc wróć teraz pamięcią do prologu. Dokładnie tak wyglądał u mnie moment, w którym cała historia Lisy objawiła mi się niczym anioł z najgłębszych czeluści piekła. Nie sądzę, że potrafię to lepiej ubrać w słowa. A wszystkich, którzy jeszcze nie znają mojej drugiej powieści, serdecznie zapraszam do sięgnięcia po nią. Wtedy dowiecie się, jakie demony zamieszkują moją głowę.


Gdzie poszukujesz pomysłów i inspiracji do swoich książek?

Inspiracji szukam wszędzie, a raczej… to one same do mnie przychodzą. Najlepsze i najbardziej satysfakcjonujące są te niespodziewane. Wszystko, absolutnie wszystko może być impulsem, zapalnikiem, który zaowocuje jakąś sceną lub nawet kompletną fabułą powieści. Często dzieje się tak, gdy słucham muzyki. Niejednokrotnie słuchając danego kawałka, widzę w głowie coś jakby kinowy zwiastun historii, którą – przy odrobinie szczęścia – uda mi się spisać. Mogłabym Cię zasypać tytułami i zacząć wymieniać, konkretne sceny, które napisałam pod wpływem danego utworu, ale myślę, że nie o to tu chodzi. Zresztą nie sama tylko muzyka jest dla mnie kopalnią pomysłów. Są jeszcze filmy, książki oraz… życie. Wszystkie te elementy nierozerwalnie się ze sobą wiążą, a ja czerpię garściami, skąd tylko się da, przetwarzając wszystko przez umysłowe filtry i zapisując kolejne strony Worda słowami.


Czy myślałam o tym aby wydawać książki pod prawdziwym imieniem i nazwiskiem, a nie pod pseudonimem? Skąd w ogóle pomysł na taki pseudonim? Bardzo mnie to ciekawi.

Nie, od początku wiedziałam, że chcę pisać pod pseudonimem. Nigdy nie zależało mi na lansowaniu siebie, na rozpoznawalności. Wolałam, by to moje książki i zawarte w nich historie zawładnęły czytelnikiem. By nie wiedział on, czy autorem jest kobieta, czy może mężczyzna, czy jest to ktoś z rodzimego kraju, czy też obcokrajowiec – nic, zupełnie nic, żadnego kategoryzowania, tylko stojąca za powieścią anonimowa osoba. Z takich bądź innych powodów wielu artystów tworzy pod pseudonimem. Niektórzy posuwają się w strzeżeniu swojej tożsamości tak daleko, że nigdy nie pokazują się publicznie, a jeśli już muszą, to chowają twarz. Jest w tym coś mitycznego, coś intrygującego -  ta otoczka tajemnicy i alternatywna osoba, jaką powołujemy do życia, nadając sobie drugie imię. Mnie w każdym razie to urzeka. Mam tylko nadzieję, że nie zemści się to na mnie tak, jak na Thadzie Beaumontcie, bohaterze powieści „Mroczna połowa” (śmiech).


Czy trudno było Ci wydać pierwszą książkę?

Tak, dość trudno. Jednak nie ma się czemu dziwić. Rynek wydawniczy ma ograniczoną chłonność, zresztą jak każdy inny. Nie zapominajmy, że to przede wszystkim biznes. I jak w każdym innym biznesie chodzi tu o pieniądze. Ciężko jest się przebić, zwłaszcza debiutantom. A jeśli już ktoś, tak jak ja, decyduje się na szeroko pojętą fantastykę, ma kompletnie przechlapane (śmiech). Ponadto czasem odnoszę wrażenie, że w dzisiejszych czasach więcej osób pisze niż czyta. Polityka wydawnictw też nie jest dla mnie do końca zrozumiała. Z jednej strony tyle mówi się o promowaniu rodzimych autorów, a z drugiej wygląda to tak, że sporo wydawnictw zajmuje się głównie tłumaczeniem zagranicznych tytułów. Nie zawsze tych najlepszych. Oczywiście nie chcę przez to powiedzieć, że uważam się za skończonego geniusza, a wszystko co wyjdzie spod mojej ręki jest dziełem na miarę literackich mistrzów. Po prostu myślę, że w dobie takiego ujednolicenia, gdzie przodują dwa, trzy gatunki, warto czasem zaryzykować i wydać coś oryginalnego, coś, co nie powiela schematów i nie jest kalką innego autora. A napływające coraz szerszą falą komentarze czytelników nie pozostawiają wątpliwości, że chcą oni czytać to, co im oferuję, że na takie coś czekali.

Jak reagujesz na negatywne i pozytywne opinie o Twoich książkach?

Pozytywne opinie, jak nietrudno zgadnąć, sprawiają mi niesamowitą frajdę i dają poczucie, że to, co robię, ma sens, i że warto to dalej robić. Z każdej pochlebnej recenzji czy komentarza od czytelnika cieszę się jak dziecko i nic nie może zetrzeć z mojej twarzy uśmiechu. Jeśli zaś idzie o negatywne opinie, to powiem tak: konstruktywną krytykę zawsze chętnie przyjmę, gdyż dzięki niej mogę się dowiedzieć, co robię źle, i co powinnam poprawić. Bardzo liczę się z takimi uwagami i biorę na nie poprawkę podczas dalszej pracy, by pisać coraz lepiej. Jeśli mam jednak do czynienia z komentarzem  w stylu „beznadziejne, bo tak”, to sama rozumiesz, że trochę ciężko jest się odnieść do czegoś takiego. Ale to działa też w drugą stronę – nieuargumentowany zachwyt nad powieścią również jest w pewnym sensie pusty. Zresztą spójrzmy prawdzie w oczy: ilu ludzi, tyle gustów. Nie ma takiej książki, filmu, czy piosenki, która podobałaby się wszystkim. I to właśnie jest piękne – to, że każdy ma inne upodobania, że każdego pociąga co innego. Inaczej świat byłby potwornie nudny.

Czy przywiązujesz się emocjonalnie do bohaterów swoich książek?

O tak, aż za bardzo (śmiech). Zwłaszcza główni bohaterowie „Władczyni Mroku” są szczególnie bliscy memu sercu. Na tyle bliscy, że gdy skończyłam pisać tę powieść, było mi tak niesamowicie smutno… czułam się niemal jak osoba, która jest na najlepszej drodze do popadnięcia w depresję. Ale jeśliby się nad tym dłużej zastanowić, wcale nie uważam tego za szczególnie dziwne. Wydaje mi się, że pisząc, dajesz jakąś cząstkę siebie każdej postaci, którą tworzysz. Alan Rickman powiedział kiedyś: „Jeśli chcesz wiedzieć, kim jestem, wszystko jest w mojej pracy. Kocham to. Myślę, że jestem wszystkimi postaciami, jakie kiedykolwiek zagrałem, i jednocześnie nie jestem żadną z nich”. Myślę, że trafił w sedno. Ja również czuję to w ten sposób. Pisząc, wcielam się w każdego z moich bohaterów, nawet tych najgorszych, najbardziej zwyrodniałych, i przez tę krótką chwilę patrzę na świat ich oczami, czuję to, co czują oni – kocham, nienawidzę, pożądam – a przy tym wciąż pozostaję zupełnie inną osobą.


Która z Twoich dwóch książek jest Ci bliższa i dlaczego?

Wydaje mi się, że „Władczyni Mroku”. To w gruncie rzeczy taka bajka, jaką sama dla siebie napisałam, jaką skrycie chciałabym przeżyć, i jaką zapewne chciałaby przeżyć każda z nas. Choć oczywiście lubię obie swoje powieści, to jednak „Po złej stronie lustra” nacechowana jest bardziej negatywnym ładunkiem emocjonalnym, to cięższa, bardziej mroczna książka, a ja nie zawsze mam ochotę zaglądać w najczarniejsze zakamarki swojej pamięci. Bo to trochę tak, że jedna powieść jest moim koszmarem, druga zaś marzeniem. I nie ma w tym nic dziwnego – pisałam je w dwóch odmiennych momentach życia, targana całkowicie innymi emocjami. Lisa Johnson i Megan Rivers to dwie różne bohaterki i myślę, że gdyby to Megan znalazła się w uniwersum Lisy, dałaby Kobiecie w Bieli nieźle popalić. Nie znaczy oczywiście, że Lisa jest ułomna; ona również potrafi pokazać pazurki. Jednak w ostatecznym rozrachunku – gdyby ktoś dał mi taką możliwość – wolałabym wejść w skórę Megan. Wolałabym przeżyć jej historię. I do tego wszystko się sprowadza. 



Dziękuję K.C Hiddenstorm, 
za udzielenie odpowiedzi na moje pytania. 💕💕
A Was kochani zapraszam na fanpage Autorki

16 komentarzy:

  1. O tak, autorka potrafi podejść profesjonalnie do każdej opinii. Ja trochę kręciłam nosem, jak to ja, nad Władczynią mroku, a autorka i tak podziękowała mi z wielką klasą za wytknięcie jej błędów. To chyba w najbardziej przekonało mnie do sięgnięcia po jej kolejną powieść :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie słyszałam wcześniej o książkach tej autorki, ale sam wywiad wydał mi się na tyle sympatyczny, że muszę o nich poczytać więcej. :)
    Fajny pomysł z tymi pseudonimami - skupiamy się na fabule, treści, a nie osobie, która to tworzy.

    Obserwuję!
    NaD okładkę ‹dawne LimoBooks :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, zgodzę się również, że fabuła, treść ma większe znaczenie, iż imię i nazwisko autora. :)

      Usuń
  3. Niestety nie zapoznałam się jeszcze z dziełami tej autorki,więc niedługo trzeba będzie to nadrobić. Motywujący wywiad,bowiem sama bardzo lubię pisać tak dla siebie. Może wreszcie wezmę się w garść i zapiszę więcej niż 20 stron. ;)
    Pozdrawiam,
    milowebooks.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Serdecznnie polecam obie książki:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Władczyni mroku" jeszcze przede mną. :)
      Jeśli chodzi o "Po złej stronie lustra" również serdecznie polecam! ♥

      Usuń
  5. Te przygody czytelnicze jeszcze przede mną, moje klimaty, więc chętnie się za nie zabiorę. Ciekawy wywiad. :)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
  6. Właśnie skończyłam jej książkę. Ach jeszcze trochę i ja dostałabym obłędu hihhiih
    Dziękuję za wywiad, uwielbiam czytać wieści o autorach :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Wydaje się bardzo interesującą osobom, a to, że jej styl ma takie cechy sprawia, że chcę poznać jakąś jej historię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że zainteresowałaś się twórczością K. C. Hiddenstorm. :)

      Usuń
  8. To chyba nie mój typ literatury, ale okładki są cudowne :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Niezły wywiad. Fajnie rozbudowane odpowiedzi, chociaż całość troszkę się zlewa przez długie teksty - spróbuj może pogrubić kilka rzeczy po za pytaniami, będzie wygodniej czytać.
    xoxo
    L. (https://slowotok-laury.blogspot.com/)

    OdpowiedzUsuń