wtorek, 9 maja 2017

47. Making faces - Amy Harmon | Recenzja



Tytuł: Making faces
Autor: Amy Harmon
Wydawnictwo: Helion
Ilość stron: 442
Oprawa: Miękka

Wyzwanie - Przeczytam tyle, ile mam wzrostu + 2,4 cm

Akcja książki rozgrywa się w Hannah Lake, a kluczowy wątek obraca się wokół głównych bohaterów Fern Taylor i Ambrose'a Young'a. To właśnie oni on grywają pierwsze skrzypce w Making faces. Ona córka pastora, mało popularna w szkole i niezbyt lubiana. Nie grzeszy urodą. Ruda burza loków, aparat ortodontyczny i okulary powodują, iż jest traktowana jak cień. On – obiekt westchnień każdej dziewczyny, nieziemsko przystojny i dobrze zbudowany aktywny zapaśnik. To właśnie w tym sporcie pragnie spełniać się w przyszłości. Często podróżuje i dużo trenuje, w związku z tym ma mało wolnego czasu i jego niedostępność czyni go jeszcze bardziej atrakcyjnym. Ponadto poznajemy również przyjaciół głównego bohatera – Jess'a, Beans'a, Paulie'a i Grant'a, a także kuzyna i zarazem najlepszego przyjaciela głównej bohaterki Bailey'a, który jest niepełnosprawny i choruje na dystrofię mięśniową...
Fern od dłuższego czasu zadurzona jest w Ambrose. Niestety chłopak jest jej niespełnionym marzeniem, i nieustającym obiektem westchnień. Dziewczyna z powodu swojej niskiej samooceny, kompleksów nie ma odwagi „zagadać” do chłopaka. Pogrąża się w świecie książkowych romansów, a codzienność spędza ze swoim kuzynek Bailey'em Życie wszystkich bohaterów zmienia się diametralnie, kiedy 11 września 2001 roku, ma miejsce zamach na WTC. Ambrose wraz z czwórką swoich przyjaciół decydują się na odważny krok. Nie wybierają się na studia... Zaciągają się do wojska i od razu zostają wysłani do Iraku. Po wielu miesiącach do rodzinnego miasta wraca tylko Ambrose. Niestety nie jest już tym samym chłopakiem, jakim był kiedyś. Jako jedyny spośród swoich przyjaciół przeżył. Wojna odciska trwały ślad w jego psychice... Ciężko ranny i mocno oszpecony, próbuje poukładać swoje życie. Fern pragnie mu w tym pomóc. Dziewczyna jest bardzo zdeterminowana. Dąży do tego, aby przywrócić swojej miłość wiarę w to, iż ma szansę jeszcze godnie i normalnie żyć. Każdego dnia stara się, aby usunąć z jego życia poczucie winy, a także bez sensu egzystencji. Konstruktywnie udowadnia mu, iż jego twarz wcale nie jest najważniejsza. Tylko czy chłopak będzie w stanie dopuścić do siebie potęgujące uczucie od dziewczyny, którą kiedyś zdecydował się odrzucić?

 

Czasami w życiu czytelnika są takie książki, które pozostają w sercu na zawsze. Czasami pojawiają się również takie historie, które nie wywierają w nas żadnego wpływu, i mamy ochotę rzucić książką w kąt. Z pewnością, są też takie historie, po których nie możemy się pozbierać, mamy mieszane uczucia, popadamy w nostalgię. Tak właśnie miałam z Making faces. Po skończonej lekturze, nie bardzo wiedziałam co mam myśleć o tej książce... Zdania nie chciały się układać w spójną całość. Książka poruszyła moje najgłębiej skrywane zakamarki duszy. 

***

Bohaterowie zostali pięknie wykreowani, ich poczynania są w pełni realistyczne. Postać Ambrose'a zrobiła na mnie duże wrażenie. Wiarygodny, mimo że poturbowany przez życie, to z silną osobowością. Dobroć bohaterów,aż bije ze stron książki. To naprawdę piękna i mądra książka, która z pewnością pozostawi wydźwięk na długie lata u niejednego czytelnika. Sugestywnie uświadamia czytelnikowi, że nie wygląd jest najważniejszy, że liczy się wnętrze. Uczy, że warto otwierać się na miłość, że naprawdę warto kochać. Do gustu przypadł mi również styl i język, jakim jest napisana cała książka, dzięki temu bardzo szybko mi się czytało. Moje zaangażowanie w lekturę rosło z każdą stroną. Serdecznie polecam.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Editiored oraz Grupie Wydawniczej Helion.






25 komentarzy:

  1. Czytałam i tę, i poprzednie książki Harmon i jak zwykle się nie zawiodłam. "Making faces" jest świetne, a Bailey... Wciąż mi smutno, mimo że czytałam powieść już jakiś czas temu :(

    Pozdrawiam cieplutko,
    Paulina z naksiazki.blogspot.com ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Tobie również "Making faces" się podobało :)

      Usuń
  2. Uwielbiam powieści Amy Harmon. Zawsze wywołują we mnie mnóstwo emocji i skłaniają do przemyśleń. A przede wszystkim zapadają w pamięć na bardzo długo...

    OdpowiedzUsuń
  3. również obserwuję :) będę wpadać regularnie :) maże następnym razem jakiś dramat albo horror?

    OdpowiedzUsuń
  4. Szczerze mówiąc nie brałam wcześniej w ogóle pod uwagę lektury tej książki. A teraz poważnie zastanawiam się nad jej przeczytaniem.

    Pozdrawiam cieplutko, Ania
    ksiazkowepodrozeanny.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Tez tak napisalam własnie w swojej receznji. Ze ta ksiazka zostanie ze mna na długi długi czas. Swietna recenzja :)
    uwielbiam tę pozycję.
    Podrugiejstronieokładki

    OdpowiedzUsuń
  6. Zupełnie jakbyś opisywała moje odczucia i wrażenia :D Mnie bardzo wzruszyła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam Twoją recenzję, bardzo się cieszę, że ta książka Cię tak poruszyła! ♥

      Usuń
  7. Książka miała niewątpliwie potencjał, jednak uważam, że autorka wzięła na siebie zbyt wiele i nie dała rady wykorzystać z każdego tematu sto procent potencjału. Jak dla mnie to najsłabsza książka Hormon, ale i tak wypada świetnie na tle książek innych, przeciętnych, autorów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgodzę się, niemniej jednak bardziej mi się podobała niż "Prawo Mojżesza". :)

      Usuń
  8. "Prawo Mojżesza" trochę mnie rozczarowało i nieprędko spotkam się znowu z tą autorką.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie "Prawo Mojżesza" również rozczarowało.

      Usuń
  9. "Making Faes" to moja ukochana książka :) Niesamowita historia z mnóstwem pięknych cytatów <3 Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  10. Książka zrobiła na mnie spore wrażenie. Płakałam jak nigdy. Bohaterowie super, wszystko idealnie wyważone, wątek romantyczny też świetny :D Amy Harmon powoli staje się jedną z moich ulubionych pisarek gatunku NA :)
    Pozdrawiam!
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  11. Książka super, ale mi chyba przez 3-os. narratora zabrakło emocji.

    OdpowiedzUsuń
  12. Kocham tę książkę :) zresztą Amy Harmon skradła moje serce ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja jeszcze nie czytałam nic autorki, ale jestem zainteresowana tą książkę. Więc kiedyś w końcu się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Bardzo podobała mi się ta książka.
    Polecam też inne powieści autorki. :)

    OdpowiedzUsuń