wtorek, 16 maja 2017

Szczęśliwa siódemka czyli siedem pytań do Katarzyny Misiołek | Wywiad



Dzień dobry 💜

Dzisiaj przychodzę do Was z króciutkim wywiadem z Katarzyną Misiołek. Pani Kasia zgodziła się odpowiedzieć mi na siedem pytań. Byłam bardzo ciekawa co inspiruję Panią Kasię do pisania, który z bohaterów książek jest Pani Kasi najbardziej bliski, a także jakie są plusy jak i minusy pisana według Pani Kasi. To tylko klika rzeczy, które chciałam poznać,  resztę znajdziecie poniżej. Zachęcam do przeczytania odpowiedzi. Bardzo sobie cenię twórczość Pani Katarzyny Misiołek, także ta krótka rozmowa, z Autorką to dla mnie zaszczyt. Z tego miejsca serdecznie dziękuję Pani Kasi, za udzielenie odpowiedzi na moje pytania.  Tymczasem zapraszam do zapoznania się z pozostałą częścią tekstu. A tak w ogóle znacie twórczość Katarzyny Misiołek? Jeżeli nie to koniecznie musicie poznać! 

Na początek klika słów o Autorce… Krakowianka, rocznik 74. Z wykształcenia filolog polski, absolwentka Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Krakowie. Przez kilka lat mieszkała w Rzymie, który od tej pory jest szczególnie bliski jej sercu. Po powrocie do kraju rozpoczęła współpracę z kilkoma wydawnictwami prasowymi, wcześniej bywała tłumaczką, radiową pogodynką i hostessą. Interesuje się turystyką, psychologią, medycyną niekonwencjonalną i tarotem. Pisze historie obyczajowe, które przy odrobinie szczęścia, bądź pecha, mogą się przytrafić każdej kobiecie. Katarzyna Misiołek od debiutu literackiego w 2014 roku umacnia swoją pozycję jako nowy głos literatury kobiecej.

A teraz krótkie opisy czterech książek 
Pani Katarzyny Misiołek.

Niekochana (2014)
 
Agnieszka jest z pozoru szczęśliwą mężatką. Z pozoru, bo poznajemy ją w momencie,w którym zastanawia się, czy mąż jeszcze ją kocha... On jest idealny, ale tylko dla postronnych świadków. W domu zmienia się nie do poznania - chłodny, obojętny na potrzeby żony i nieskory do kompromisów, oddala się od niej coraz bardziej, w końcu niemal zupełnie ją ignoruje. Ona kocha, więc walczy, prosząc o dobre słowo, czuły gest, czy odrobinę wspólnie spędzonego czasu. Dopiero kiedy przypadkiem dowiaduje się o zdradzie męża, unosi się honorem i odchodzi. Szybko jednak wraca przerażona niespodziewaną samotnością, zagubiona we własnych emocjach, stęskniona. On zaczyna bardziej się starać, chociaż ciężko wzniecić pożar uczuć na zgliszczach. Agnieszka jednak świetnie potrafi oszukiwać samą siebie. Tyle, że on wcale się nie zmienił... Któregoś dnia bohaterka odkrywa pewne skrzętnie do tej pory skrywane mężowskie upodobania i daje się wciągnąć w grę, która od samego początku jest dla niej upokarzająca - wtedy pojmuje, że nie ma sensu dłużej ciągnąć tego związku. Odchodzi na dobre i zaczyna wszystko od nowa. Ale czy znajdzie szczęście? [moja recenzja]

Ostatni dzień roku (2015)

Monika zdaje się nie mieć żadnych problemów. Jest szczęśliwą mężatką, pracuje w bibliotece uniwersyteckiej i żyje pełnią życia. A jednak któregoś mroźnego dnia, w przeddzień Nowego Roku, wychodzi z mieszkania i przepada bez wieści. Życie jej młodszej siostry Magdy zamienia się w koszmar, na przemian karmi się nadzieją lub wątpi w to, że jeszcze Monikę zobaczy. Mijają pełne rozpaczliwych poszukiwań dni, tygodnie i miesiące. Rodzina zaginionej szuka jej wszędzie: w sektach, szemranych spelunach ze striptizem, za granicą. Zgłaszają się anonimowi życzliwi, których jedyną motywacją jest szansa na wyłudzenie paru groszy. Historią młodej mężatki, która przepadła bez śladu, zaczynają się interesować media. Przy okazji na jaw wychodzą skrzętnie dotąd ukrywane rodzinne tajemnice, a cały dotychczasowy, bezpieczny świat głównej bohaterki bezpowrotnie się rozpada. Magda dowiaduje się, że kilka miesięcy przed zaginięciem siostra usiłowała popełnić samobójstwo. Słyszy też od matki, że tato nie jest biologicznym ojcem Moniki. Dziewczyna stara się być podporą dla zrozpaczonych rodziców i pogrążonego w depresji szwagra, sama jednak kompletnie traci kontrolę nad własnym życiem. Rzuca studia, zrywa z chłopakiem i włóczy się po nocach, wikłając w przypadkowe znajomości z mężczyznami, jakby chciała się ukarać za to, że jej siostrę spotkał tak okrutny los. Mija rok i półtora. Pomimo pracy kilku detektywów, pomocy jasnowidzów i starań całej rodziny po dziewczynie wciąż nie ma śladu. Ale nadzieja umiera ostatnia, a w oczekiwaniu na cud zawsze jest cień nadziei.

Dziewczyna, która przepadła (2016)

Osiem lat pod dachem psychopaty to piekło, z którym porwana przez niezrównoważonego mężczyznę Monika musi się zmierzyć zupełnie sama. Gdzieś ktoś jej szuka, ktoś rozpaczliwie za nią tęskni, ale ona przepadła. Poniżana psychicznie i fizycznie, bezlitośnie odarta z godności i zdegradowana do roli zabawki w rękach zwyrodnialca, kobieta rozpaczliwie walczy o przetrwanie. Tu, gdzie utknęła, nie ma jednak żadnych reguł. Ten, który ją przetrzymuje, jest nieprzewidywalny. Każdy dzień jest walką, każda noc może się okazać ostatnią. Dziewczyna zostaje cudem uwolniona z rąk szaleńca. Ale czy świat, który zastaje po powrocie, jest miejscem, o jakim marzyła? Jak ma odnaleźć się wśród bliskich? Trudno jest marzyć o szczęśliwej przyszłości wśród ludzi, którzy bez żadnych skrupułów żerują na cudzych dramatach. Monika ze wszystkich sił stara się odzyskać uczucie Jakuba, którego przed laty utraciła. Jak długo będzie się czuła tak strasznie zagubiona, zanim zrozumie, że naprawdę wróciła do domu? Czy znajdzie jeszcze swoje miejsce w świecie, który pędzi do przodu nie oglądając się na tych, którzy za nim nie nadążają? [moja recenzja]


Ironia losu (2017)

 Marzena wierzy, że wciąż jeszcze ma kontrolę nad swoim sielankowym, od dawna poukładanym życiem. Mąż to jedno, kochanek to zupełnie inna bajka – tak sobie przynajmniej wmawia. Jednak uwikłana w romans z młodszym mężczyzną, który zajmuje coraz więcej miejsca w jej życiu, dzień po dniu traci dobre relacje z najbliższymi, kłamie, kręci, plączę się... Mąż długo niczego nie podejrzewa; kochanek robi się z kolei coraz bardziej nachalny, wręcz toksyczny. Twierdzi, że się w Marzenie zakochał, ale czy to na pewno jest miłość? Zakazany związek nabiera tempa, wciąga bohaterów w wir wydarzeń, nierozerwalnie splatając ich losy. Szarpanina emocjonalna Jacka i Marzeny przypomina szaloną jazdę górską kolejką; w tle Hubert – mąż, który coraz mniej wie o własnej ukochanej. Podgryzana wyrzutami sumienia wiarołomna żona codziennie obiecuje sobie, że niebawem to wszystko zakończy, ale z każdym dzwonkiem telefonu myśli tylko o dłoniach kochanka na swojej nagiej skórze. Jednak wraz ze słodko-gorzkim romansem pojawiają się dramatyczne wydarzenia, których bohaterka nie mogła przewidzieć. Łańcuszek zdarzeń doprowadza do nieodwracalnej tragedii, a życie kolejny raz pokazuje, że nie da się ranić innych bez żadnych konsekwencji… [moja recenzja]



A teraz zapraszam do zapoznania się z odpowiedziami
Pani Kasi na moje pytania.

Kiedy pojawił się u Pani w życiu literackim impuls, który rozbudził gotowość do napisania pierwszej książki? Czy może pojawił się on pod wpływem jakiś wydarzeń, czy jednak rodził się rozważnie, stopniowo i bez pośpiechu?

Pierwszą książkę napisałam będąc już po trzydzieste; wcześniej pisywałam opowiadania, które wysyłałam do najprzeróżniejszych czasopism, ale wtedy nie przyszłoby mi jeszcze chyba do głowy, że ktoś kiedyś nazwie mnie pisarką;) Pierwsze poważniejsze próby literackie zbiegły się w czasie z moim powrotem z Włoch - wtedy, nie mając pomysłu na siebie, zdecydowałam, że zacznę pisać. A ponieważ miałam lekkie pióro, kilka niezłych historii w głowie i sporo zapału, powstały pierwsze książki. „Ostatni dzień roku” pisałam właśnie wtedy; z przerwami trwało to kilka lat. Odkładałam tę książkę i wracałam do niej w nieskończoność – można powiedzieć, że to moje najbardziej wyczekane „dziecko”;)

Co z reguły inspiruję Panią do pisania?

Obecnie ambicja. Mam już na rynku kilka książek, które zostały niesamowicie ciepło przyjęte przez czytelników, więc pomimo najprzeróżniejszych chwilowych zwątpień na pewno się nie poddam, tym bardziej, że w głowie aż mi się kłębi od nowych pomysłów na fabuły. Duże wsparcie dają mi też moja pani Redaktor i zaprzyjaźnione Pisarki, które wysłuchały już niejednych moich lamentów… I za to zawsze będę im wdzięczna!

Zastanawiam się jak to jest poczuć,
że własna twórczość jest doceniana przez innych?
Kiedy pierwszy raz Pani to odczuła?

To, że Czytelnicy zaczynają kochać i doceniać moją pracę, jest bardzo przyjemne, wręcz wzruszające. Myślę, że obecnie odczuwam to już każdego dnia – dostaję mnóstwo pięknych zdjęć moich książek, zaprzyjaźnione Dziewczyny piszą dla mnie wiersze i robią grafiki (miś panda rządzi!), nieustannie płyną ciepłe słowa i zapewnienia, że Czytelnicy wyczekują moich kolejnych książek, a to niemal dodaje mi skrzydeł. Lubię też czytać recenzje, ludzie piszą w nich naprawdę niesamowite rzeczy;) Czasem, kiedy nie mogę w nocy spać, przeglądam moją autorską stronę (pracoholiczka!) i uśmiecham się, czytając nowe wpisy. Jest to miłe i motywujące. Bywa też, że dostaję wiadomości od osób, które zwierzają mi, że któraś z moich książek pomogła im przetrwać jakiś ciężki okres w życiu, czy odnaleźć odpowiedzi na trudne pytania. Jedna z Pań napisała mi kiedyś, że jest lekarką i niejedno w życiu widziała, ale i tak wstrząsnęła nią fabuła „Dziewczyny, która przepadła”. I to są dla mnie najpiękniejsze komplementy, jakie mogłabym dostać. Zdarzają się też bardzo wzruszające historie – któregoś razu jeden z moich kolegów po piórze zwrócił się do mnie z prośbą, żebym napisała list do będącej w śpiączce, nastoletniej harcerki. Napisałam do tej dziewczynki kilka ciepłych słów, które jej mama przeczytała jej przy szpitalnym łóżku, a kilka godzin później mała się wybudziła! Wszyscy byliśmy niesamowicie wzruszeni, a ja poczułam się tak, jakby coś tam na górze wysłuchało mojego życzenia. Piękna historia, którą na zawsze zapamiętam!

Czy posiada Pani jakieś motto życiowe?
Jeżeli tak to jakie?

Nie posiadam życiowego motta. Jestem osobą raczej spontaniczną, lubię zmiany i miewam tysiąc pomysłów na minutę, a trzymanie się jakiejś jednej zasady raczej by mi nie odpowiadało. Na pewno staram się być dobrym człowiekiem i z całą pewnością nie zawsze mi to wychodzi, jak nam wszystkim, niestety…

Czy po wydaniu książek Pani życie zmieniło się w jakiś sposób?
Jakie są plusy i minusy bycia pisarką?

Dzięki wydaniu książek poznałam mnóstwo niesamowitych osób i to na pewno należy do plusów bycia pisarką. Minusem jest to, że mam obecnie bardzo mało czasu dla siebie i znajomych, oraz fakt, że w pewien sposób stałam się osobą publiczną, co nie do końca mi odpowiada;) Ale wszystko ma swoją cenę. Podjęłam decyzję o zaistnieniu na wydawniczym rynku, więc muszę na siebie wziąć również wszystkie płynące z niej konsekwencje. O rany… Te minusy jakoś znacznie bardziej wypunktowane… To może dodam jeszcze, że uwielbiam te chwile, kiedy pojawia się u mnie każda kolejna książka, a ja rozrywam ten gruby, tekturowy karton, żeby jak najszybciej ją wyjąć;) To zawsze jest fantastyczny moment i nigdy mi się nie znudzi!


Z którym bohaterem/ bohaterką swoich powieści czuje się Pani najbardziej związana i dlaczego?

Lubię wszystkich moich bohaterów, nawet tych trudnych, popełniających błędy. Tylko Marzena z „Ironii losu” mi nieco krwi napsuła, ale dla niej też mam jakieś tam ciepłe uczucia i przede wszystkim mnóstwo współczucia. Natomiast najbardziej związana czuję się chyba z Magdą i Moniką – siostrami, z których jedna zaginęła, a druga robi wszystko, żeby ją odnaleźć.


Gdyby Pani nie pisała książek, 
to czym by się Pani zajmowała?

Trudno powiedzieć… To mogłoby być wszystko – od pracy w turystyce po jakąś formę artystycznego przekazu. Lubię prasę, może mogłabym pracować w jakiejś gazecie? Kiedyś marzyłam o reklamie, ale na marzeniach się skończyło… Radio i telewizja odpadają, za dużo tam chaosu, zresztą ja nie mam osobowości antenowej i jestem bardzo, bardzo niemedialna… A czasem marzy się posada rezydenta w którymś z ciepłych egzotycznych krajów, jak każdemu pewnie. Bo nad Polską coraz mniej słońca dosłownie i w przenośni… 



Dziękuję jeszcze raz Pani Kasi, za udzielenie odpowiedzi na moje pytania oraz za udostępnienie zdjęć.  💕💕


A Was kochani zapraszam na fanpage Autorki


16 komentarzy:

  1. Miałam przyjemność prowadzić spotkanie z Kasią. Urocza osoba.

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj wcale nie taki znowu króciutki wywiad. Bardzo przyjemnie się czytało :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie znam twórczości tej pani, ale wydaje się bardzo miłą osobą :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Pani Kasia wydaje się być bardzo sympatyczna. Zazdroszczę jej podróży do Włoch.

    OdpowiedzUsuń
  5. Interesujący wywiad. Fajnie dowiedzieć się czego więcej o pani Kasi.

    OdpowiedzUsuń
  6. nie znałam twórczości ani osoby jeśli mam być szczera, super że mogłam poznać dzięki Tobie tak ciekawą osobę :)

    >> vanillia96.blogspot.com <<

    OdpowiedzUsuń
  7. Z wywiadu wyłania się obraz sympatycznej osoby :) Bardzo polecam "Dziewczynę, która przepadła"!

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie znam twórczości tej autorki. Przyjemny wywiad :)

    OdpowiedzUsuń