niedziela, 15 października 2017

119. "Apteka marzeń" - Natasza Socha || RECENZJA




Tytuł: Apteka marzeń
Autor: Natasza Socha
Wydawnictwo: Pascal
Ilość stron: 398
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami


Ta historia wydarzyła się naprawdę.

Dwie główne bohaterki. Dziesięć lat różnicy i rak. Nie ukrywam, że uwielbiam historie, w których dominującym tematem, tematem stanowiącym meritum treści jest rak. Dziwne prawda? Może to dlatego, że te historie wywołują we mnie zawsze tyle emocji, że aż brakuje powietrza, by oddychać. A może to dlatego, że posiadam w sobie tyle empatii, że nie potrafię być obojętna. Czytaliście, bądź oglądaliście Gwiazdy naszych wina, albo Bez mojej zgody? Po dziś dzień wspominam te książki i filmy ze łzami w oczach. A teraz do tego duetu dołączy jeszcze Apteka marzeń Nataszy Sochy. Już wiem, że będę tę historię wspominać ze łzami w oczach, z uśmiechem i z ogromnym podziwem dla Autorki.

Co czuje kobieta, która otrzymuje informację od lekarza, że jej dziecko ma raka? Strach, ból, niepewność, gniew, złość? Z pewnością. A co czuje czytelnik, który doświadcza całej gamy różnorodnych emocji, kiedy o tym czyta? Podziw dla Autorki, euforie, że udało się Autorowi go zaskoczyć, stworzyć coś niebanalnego, pięknego, niezastąpionego. Zdecydowanie.

Wiecie, to moje pierwsze spotkanie z twórczością Nataszy Sochy. Ale jakie znakomite, wyborne i wyjątkowe. Dawno nie płakałam przy książce. Oj dawno. A tutaj tego doświadczyłam. I to nie raz. Niesamowite.

Na początku historii poznajemy Magdalenę, mamę dwuletniej Oli. Kiedy Ola zaczyna coraz częściej skarżyć się, że nie chce się jej chodzić, że boli ją brzuch, że najlepiej by było, jakby mama nosiła ją na nieustająco na ręka, rodzice zdecydowali pojechać do lekarza. Początkowo przyczyny doszukiwał się w wątrobie, jednak USG wykazało co innego... Neuroblastoma. Jedno słowo, a cały świat Magdaleny legł z gruzach.

Z drugiej zaś strony poznajemy czternastoletnią Karolinę MajewskaRolkę, która całkiem niespodziewanie dowiaduje się, iż ma młodszego brata – Wiktora. Wprawdzie (pół)brata, gdyż od tego samego ojca, ale innej matki. A później zdiagnozowano u niej chłoniaka...

Kiedy dziewczynki poznają się w szpitalu, w Karolinie budzi się pomysł, chęć, motywacja do pomagania innym, a to za sprawą małej Oli. Wspólnie przy pomocy swojego (pół)brata pragnie spełniać marzenia innych, chorych dzieci. A dominującym elementem w tym przedsięwzięciu będzie czerwony balonik.

To niezwykle przejmująca, rozdzierająca, emocjonująca historia. Każda ze stron ten publikacji zawiera w sobie całą paletę różnorodnych emocji, a także dostarcza czytelnikowi wiele egzystencjalnych pytań, które głównie stawiają sobie chorzy ludzie. Dlaczego akurat ja muszę mieć raka? Dlaczego? Czy powrócę jeszcze do zdrowia? Czy będę mogła cieszyć się życiem tak jak dawniej?

Ta powieść jest niesamowicie wyjątkowa, mądra, wartościowa. Otwiera oczy na wiele istotnych i priorytetowych spraw, o których z reguły nie myślimy. Na domiar tego Apteka marzeń odsłania przed czytelnikiem ogromną wartość ludzkiego życia. Zabiegani zapominamy o tym co najważniejsze... Bowiem człowiekowi wydaje się, że jest odporny na śmierć. Że jest objęty ochroną, chociaż inni przecież umierają. Pędzimy samochodami, skaczemy ze spadochronami, balansujemy na granicy życia, a jednak nigdy nic złego się nie dzieje. Nie patrzymy na śmierć z pokorą... Natasza Socha, Apteka marzeń, s. 71.

Tej historii nie da się czytać obojętnie. Angażujemy się od pierwszych stron. Przeżywamy. Analizujemy. Myślimy. Apteka marzeń posiada w sobie piękne i jednocześnie ważne przesłanie. Bądźmy dawcami.

Co mnie urzekło? Motyw z czerwonymi balonikami i ogromne serce Karoliny, która mimo tego, iż sama walczy z rakiem, pragnie pomagać innym chorym dzieciom w spełnianiu ich marzeń. Coś pięknego. Czternastoletnia dziewczynka dowiaduje się, że ma raka i mimo to, ma w sobie dość siły, empatii, energii, motywacji, determinacji, zawziętości i chęci niesienie pomocy innym. Tak po prostu. Aby wywołać szczery uśmiech na twarzy innych chorych osób.

Ogromna miłość matki do córki. Magdaleny do Oli. Podczas zagłębiania się w tę publikację, zostajemy poinformowani, o tym co doświadcza matka, która dowiaduje się, iż jej niespełna dwuletnie dziecko ma raka. Jaki to jest dla niej ciężar. Jak oddala się od pozostałych członków rodziny, aby walczyć o tą małą istotkę.

Od pierwszych stron widać, iż Natasza Socha włożyła w tę historię całe swoje serce. Ponadto, łatwo można zaobserwować, iż Autorka dokonała rzetelnego research'u. Wszystko jest napisane przekonywająco, z niebywałą dokładnością, jednocześnie z ogromną naturalnością, autentycznością i lekkością, bowiem tak jak nadmieniałam na wstępie, ta historia wydarzyła się naprawdę.

Dodatkową zaletą tej publikacji jest język jakim operuje Autorka, który należy do tych niesamowicie barwnych, plastycznych, lekkich, bogatych, a także przyjemnych w odbiorze. Krótkie rozdziały napędzają akcję, dzięki temu całość pochłania się jednym kęsem, a jeszcze długo po, siedzi się w fotelu, w zadumie, zastanawiając się co dalej? Jak wrócić do rzeczywistości, kiedy przeczytało się taką historię? Historię mądrą, wyjątkową, niesamowicie refleksyjną i wzruszającą.

Polecam całym sercem. Polecam całą duszą.



Na koniec garść cytatów z powyższej publikacji.

Łapanie chwili ma w sobie jakąś magię. Coś, co trwa wiecznie, z czasem zaczyna nudzić, dlatego tak piękne w życiu są pojedyncze momenty. Gdyby się jeszcze dało zamknąć je w słoiku i oglądać zawsze wtedy, gdy akurat brakuje wsparcia... Natasza Socha, Apteka marzeń, s. 9.

Nawet największa magia potrzebuje czasem wsparcia rzeczywistości. Nie chodzi o to, by za pomocą pstryknięcia palcami zmienić świat na lepszy, ale by zmusić innych, by też chciało im się to zrobić. Tamże, s. 155.

W samotności nie da się żyć, ale można w niej umierać. Śmierć jest intymnością. Kładka prowadząca na drugi brzeg jest w stanie pomieścić tylko jedna osobę i najwyraźniej jest w tym jakiś sens. Tamże, s. 172.

Każda myśl uruchamia inną. Niekoniecznie u nas samych czasem czyjeś podświadome pragnienie budzi w kimś, oddalonym od nas o setki kilometrów, dokładnie tę samą potrzebę. Tamże, ss. 256 – 257.

(…) to nieważne, czy życie układa na się miękko i łatwo, czy raczej każe się potykać o kamyczki, gałęzie, a nawet głazy. W każdej konfiguracji spotykamy ludzi, którzy nas w taki czy inny sposób kształcą. (…) Ludzi, którzy niechcący mnie potrącili i zarazili swoją wiarą w innych, swoją chęcią niesienie pomocy i przekonaniem, że żyjemy nie tylko dla siebie. Tamże, s. 258.

Moje życie jest chaosem. Stanem przed uporządkowaniem wszechświata. Miejscem bez stabilnego gruntu. Miejscem bez ustalonych kierunków, bez drogowskazów i strzałek. Tamże, s. 297.