Tytuł: Apteka marzeń
Autor: Natasza Socha
Wydawnictwo: Pascal
Ilość stron: 398
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami
Autor: Natasza Socha
Wydawnictwo: Pascal
Ilość stron: 398
Oprawa: Miękka ze skrzydełkami
Ta historia wydarzyła się
naprawdę.
Dwie główne bohaterki. Dziesięć lat różnicy i rak.
Nie ukrywam, że uwielbiam historie, w których dominującym tematem, tematem
stanowiącym meritum treści jest rak. Dziwne prawda? Może to dlatego, że
te historie wywołują we mnie zawsze tyle emocji, że aż brakuje powietrza, by
oddychać. A może to dlatego, że posiadam w sobie tyle empatii, że nie potrafię
być obojętna. Czytaliście, bądź oglądaliście Gwiazdy naszych wina, albo
Bez mojej zgody? Po dziś dzień wspominam te książki i filmy ze łzami w
oczach. A teraz do tego duetu dołączy jeszcze Apteka marzeń Nataszy
Sochy. Już wiem, że będę tę historię wspominać ze łzami w oczach, z uśmiechem i z
ogromnym podziwem dla Autorki.
Co czuje kobieta, która otrzymuje informację od
lekarza, że jej dziecko ma raka? Strach, ból, niepewność, gniew, złość? Z
pewnością. A co czuje czytelnik, który doświadcza całej gamy różnorodnych
emocji, kiedy o tym czyta? Podziw dla Autorki, euforie, że udało się Autorowi
go zaskoczyć, stworzyć coś niebanalnego, pięknego, niezastąpionego.
Zdecydowanie.
Wiecie, to moje pierwsze spotkanie z twórczością
Nataszy Sochy. Ale jakie znakomite, wyborne i wyjątkowe. Dawno nie płakałam
przy książce. Oj dawno. A tutaj tego doświadczyłam. I to nie raz. Niesamowite.
Na początku historii poznajemy Magdalenę, mamę
dwuletniej Oli. Kiedy Ola zaczyna coraz częściej skarżyć
się, że nie chce się jej chodzić, że boli ją brzuch, że najlepiej by było,
jakby mama nosiła ją na nieustająco na ręka, rodzice zdecydowali pojechać do
lekarza. Początkowo przyczyny doszukiwał się w wątrobie, jednak USG wykazało co
innego... Neuroblastoma. Jedno słowo, a cały świat Magdaleny legł z
gruzach.
Z drugiej zaś strony poznajemy czternastoletnią
Karolinę Majewska – Rolkę, która całkiem
niespodziewanie dowiaduje się, iż ma młodszego brata – Wiktora. Wprawdzie
(pół)brata, gdyż od tego samego ojca, ale innej matki. A później zdiagnozowano
u niej chłoniaka...
Kiedy dziewczynki poznają się w szpitalu, w Karolinie
budzi się pomysł, chęć, motywacja do pomagania innym, a to za sprawą małej Oli.
Wspólnie przy pomocy swojego (pół)brata pragnie spełniać marzenia innych,
chorych dzieci. A dominującym elementem w tym przedsięwzięciu będzie czerwony
balonik.
To niezwykle przejmująca, rozdzierająca, emocjonująca historia.
Każda ze stron ten publikacji zawiera w sobie całą paletę różnorodnych emocji,
a także dostarcza czytelnikowi wiele egzystencjalnych pytań, które głównie
stawiają sobie chorzy ludzie. Dlaczego akurat ja muszę mieć raka? Dlaczego? Czy
powrócę jeszcze do zdrowia? Czy będę mogła cieszyć się życiem tak jak dawniej?
Ta powieść jest niesamowicie wyjątkowa, mądra,
wartościowa. Otwiera oczy na wiele istotnych i priorytetowych spraw, o których
z reguły nie myślimy. Na domiar tego Apteka marzeń odsłania przed
czytelnikiem ogromną wartość ludzkiego życia. Zabiegani zapominamy o tym co
najważniejsze... Bowiem człowiekowi wydaje się, że jest odporny na śmierć.
Że jest objęty ochroną, chociaż inni przecież umierają. Pędzimy samochodami,
skaczemy ze spadochronami, balansujemy na granicy życia, a jednak nigdy nic
złego się nie dzieje. Nie patrzymy na śmierć z pokorą... Natasza Socha,
Apteka marzeń, s. 71.
Tej historii nie da się czytać obojętnie. Angażujemy
się od pierwszych stron. Przeżywamy. Analizujemy. Myślimy. Apteka marzeń
posiada w sobie piękne i jednocześnie ważne przesłanie. Bądźmy dawcami.
Co mnie urzekło? Motyw z czerwonymi balonikami i
ogromne serce Karoliny, która mimo tego, iż sama walczy z rakiem, pragnie
pomagać innym chorym dzieciom w spełnianiu ich marzeń. Coś pięknego.
Czternastoletnia dziewczynka dowiaduje się, że ma raka i mimo to, ma w sobie
dość siły, empatii, energii, motywacji, determinacji, zawziętości i chęci
niesienie pomocy innym. Tak po prostu. Aby wywołać szczery uśmiech na twarzy
innych chorych osób.
Ogromna miłość matki do córki. Magdaleny
do Oli. Podczas zagłębiania się w tę publikację, zostajemy poinformowani, o tym
co doświadcza matka, która dowiaduje się, iż jej niespełna dwuletnie dziecko ma
raka. Jaki to jest dla niej ciężar. Jak oddala się od pozostałych członków
rodziny, aby walczyć o tą małą istotkę.
Od pierwszych stron widać, iż Natasza Socha włożyła w
tę historię całe swoje serce. Ponadto, łatwo można
zaobserwować, iż Autorka dokonała rzetelnego research'u. Wszystko jest napisane
przekonywająco, z niebywałą dokładnością, jednocześnie z ogromną naturalnością,
autentycznością i lekkością, bowiem tak jak nadmieniałam na wstępie, ta
historia wydarzyła się naprawdę.
Dodatkową zaletą tej publikacji jest język jakim
operuje Autorka, który należy do tych niesamowicie barwnych, plastycznych,
lekkich, bogatych, a także przyjemnych w odbiorze.
Krótkie rozdziały napędzają akcję, dzięki temu całość pochłania się jednym
kęsem, a jeszcze długo po, siedzi się w fotelu, w zadumie, zastanawiając się co
dalej? Jak wrócić do rzeczywistości, kiedy przeczytało się taką historię?
Historię mądrą, wyjątkową, niesamowicie refleksyjną i wzruszającą.
Polecam całym sercem. Polecam całą duszą.
Na koniec garść cytatów z powyższej
publikacji.
Łapanie chwili ma w sobie jakąś magię. Coś, co trwa
wiecznie, z czasem zaczyna nudzić, dlatego tak piękne w życiu są pojedyncze
momenty. Gdyby się jeszcze dało zamknąć je w słoiku i oglądać zawsze wtedy, gdy
akurat brakuje wsparcia... Natasza Socha, Apteka marzeń,
s. 9.
Nawet największa magia potrzebuje czasem wsparcia
rzeczywistości. Nie chodzi o to, by za pomocą pstryknięcia palcami zmienić
świat na lepszy, ale by zmusić innych, by też chciało im się to zrobić. Tamże,
s. 155.
W samotności nie da się żyć, ale można w niej umierać.
Śmierć jest intymnością. Kładka prowadząca na drugi brzeg jest w stanie
pomieścić tylko jedna osobę i najwyraźniej jest w tym jakiś sens. Tamże,
s. 172.
Każda myśl uruchamia inną. Niekoniecznie u nas samych
czasem czyjeś podświadome pragnienie budzi w kimś, oddalonym od nas o setki
kilometrów, dokładnie tę samą potrzebę. Tamże, ss. 256 – 257.
(…) to nieważne, czy życie układa na się miękko i
łatwo, czy raczej każe się potykać o kamyczki, gałęzie, a nawet głazy. W każdej
konfiguracji spotykamy ludzi, którzy nas w taki czy inny sposób kształcą. (…) Ludzi,
którzy niechcący mnie potrącili i zarazili swoją wiarą w innych, swoją chęcią
niesienie pomocy i przekonaniem, że żyjemy nie tylko dla siebie. Tamże,
s. 258.
Moje życie jest chaosem. Stanem przed uporządkowaniem
wszechświata. Miejscem bez stabilnego gruntu. Miejscem bez ustalonych
kierunków, bez drogowskazów i strzałek. Tamże, s. 297.